Strona:Stanisław Mycielski - W sercu dżungli.djvu/156

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


te najpiękniejsze antylopy Afryki, które wiecznie żyją w gąszczach i ciernistych lasach.
Długie miesiące poświęciłem badaniu tych zwierząt w ich prawie niedostępnych chaszczach. O złapaniu starego byka ani łani marzyć nawet nie mogłem. Chodziło mi tylko o młode. Ale i to było zadanie nie łatwe.
Pierwszą rzeczą, z którą trzeba było się liczyć, to ciernie. Sporządziłem więc sobie ubranie z twardej skóry, takie, że okrywało mię od stóp po szyję.Grube rękawiczki ze skóry elanda ochraniały ręce aż po łokcie. Tak samo gruba czapka ze skóry w rodzaju czapki automobilowej zasłaniała mi głowę i szyję. W tym pancerzu przechodziłem prawdziwe męki. Miałem wrażenie, że się stopię, tak mi zawsze strasznie w tym stroju było gorąco. Ileż dni spędziłem tak na siodle, wypatrując młode kudu! Ile razy w pędzie największym gałęź wy sadzała mnie z siodła! Mimo twardej skóry ostre jak brzytwy kolce przebijały mój pancerz i dotkliwie mię raniły. Nie dawałem jednak za wygraną. Kudu i sable muszą znaleść się w Katimie.
Po kilku tygodniach nareszcie udało mi się odłączyć młode kudu i tak gonitwą zmęczyć, że przez dłuższy czas miałem je tuż obok siebie. Gąszcze jednak każdą mą próbę zarzucenia lassa udaremniały. Nie pozostawało mi nic innego, jak z konia zeskoczyć i rękoma antylopę chwycić. Wszystko to jednak w pewnem tempie odbywać się musiało. Gdym pierwszy raz z konia skoczył, na czysto spudłowałem i kudu z pod rąk wyprysło. Zbiłem sobie przy tej okazji porządnie kolano. Wsiadłem natychmiast na konia, dogoniłem moją ofiarę, tym razem prosto na nią skoczyłem. Niestety za dobrze wymierzyłem; spadając na bied-