Strona:Stanisław Mycielski - W sercu dżungli.djvu/152

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


słonia nieszkodliwy i po bólu głowy mniej lub więcej długim słoń zupełnie dobrze się czuje i nadal korzysta z radości życia. To też Anglicy ostro krytykują strzał w łopatkę i uważają to za niemyśliwskie i niesportowe. Mają zupełną w tej sprawie rację.
Podczas tego emocjonującego opowiadania nagle nasz przewodnik z wyciągniętą ręką zapada w trawy. Zeskakujemy z koni i ze strzelbami gotowemi do strzału ostrożnie posuwamy się ku widniejącej poprzez krzaki polance. Na kilkadziesiąt kroków od nas, przy małem bagienku w środku polanki, duża żyrafa, zabawnie rozkraczona, pije wodę. Wiatr mamy doskonały, nie ma więc obawy, że nas poczuje. Patrząc przez szkło mam wrażenie, że jestem w ogrodzie zoologicznym, tak blisko się ona wydaje. Ostrożnie czołgam się w tył do koni po aparat fotograficzny. Zdjęcia bowiem pijącej żyrafy należą do trudnych i rzadkich. Wracając z aparatem z radością widzę, że żyrafa spokojnie dalej pije. Robię szybko kilka zdjęć. Mam wrażenie, że cała klisza będzie zapełniona żyrafą, tak jest blisko. Niestety po wywołaniu okazuje się gdzieś na horyzoncie mały ciemny punkcik. Dopiero przez szkło powiększające poznać można, że to żyrafa pijąca wodę.
Przez dobry kwadrans obserwujemy to ciekawe zwierzę. Żyrafa długo piła, kilka razy przerywała, bacznie rozglądając się na wszystkie strony, poczem widocznie uspokojona, picia nie przerwała. Jeszcze raz przekonałem się o złym wzroku zwierząt. Byliśmy od niej teraz oddaleni nie dalej jak na 80 kroków. Celem fotografowania podszedłem na sam brzeg polanki, zasłonięty jedynie dość przeźroczystym krzakiem. Za chwilę i Blake się przy-