Strona:Stanisław Mycielski - W sercu dżungli.djvu/151

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


przy zabitym słoniu. Nagle przeraźliwy krzyk murzynów i jakieś ciężkie dudnienie zrywa mego towarzysza z ziemi. W mgnieniu oka porywa sztucer oparty o drzewo i przez ułamek sekundy widzi na kilka kroków poza sobą rozszalałego słonia, walącego prosto na niego. Błyskawicznie strzela między oczy i tym razem słoń trafiony w sam mózg wywraca literalnie koziołka i wali się martwy u stóp jego. Jak mi sam Blake opowiadał, straszna to była chwila. Życie żony, jego samego, murzynów, zależało tylko od tego, czy olbrzym na miejscu zruluje, czy też będzie miał jeszcze siłę zemścić się za ból i za doznaną krzywdę. Mierzyłem opowiada mój towarzysz przez ułamek sekundy tak, jak nigdy w życiu mierzyć nie będę, wiedziałem, co grozi w razie niedokładnego strzału.
Na drugi dzień Blake przez kilka godzin rozcinał czaszkę, by sprawdzić, gdzie utkwiła pierwsza kula i w jaki sposób na dobre pół godziny kompletnie uśpiła słonia. Sekcja okazała, że kula przeszła o kilka milimetrów od mózgu, paraliżując na pewien okres czasu słonia. Gdy ta narkoza minęła, zwierz przyszedł do siebie i z punktu zaszarżował obóz. Gdyby nie decydująca kula w ostatniej chwili, która na dobre przez mózg przeszła, sądzę, że słoń byłby wyzdrowiał. Opowiadali mi liczni specjaliści od tych zwierząt, że słoń, trafiony w łopatkę, rzadko kiedy cało wychodzi z otrzymanej rany; po kilku dniach, kiedy uszedł nieraz ze sto kilometrów, przez upływ krwi i gangrenę padał zwykle wycieńczony w niedostępnych gąszczach i na zawsze był dla myśliwego stracony. Strzał zaś w głowę, o ile zwierz nie zostaje na miejscu zabity, zwykle jest dla