Strona:Stanisław Mycielski - W sercu dżungli.djvu/137

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


zebry, które na daleką odległość uciekają. Tropów więcej jak w okolicy Anguesi, to też z dużą nadzieją wyruszam, jak zwykle konno, prowadzony przez naszego wczorajszego przewodnika, który bajecznie orjentuje się w terenie i widać, że sam myśliwy, bo dobrze po tropach prowadzi. Niestety na stepach i wolnych od lasu miejscach trawa wysoka, często jadącego konno trawy mię przewyższały. Wieka szkoda, że nie mogłem później przyjechać, już po spaleniu traw. Zwą je „Elefantengras“, są ulubionym przysmakiem słoni a tak są wysokie, że często nawet słonia w nich dostrzec nie można.
Na stepie spostrzegam dwie zebry. Zaczynam podchodzić. Na duży dystans dostają wiatr i wolno odchodzą, kryjąc się brzegiem Iasu. Udaje mi się je podejść na 300 metrów. Zebry na dobre zaniepokojone kierują się do lasu. Decyduję się mimo odległości na strzał. Opieram strzelbę o drzewo i, dokładnie mierząc, puszczam pierwszą kulę. Strzelana zebra ani drgnęła i spokojnie dalej małym truchcikiem odchodzi. Raz, po razie strzelam cztery razy. Zebra nie zmiarkowała. Jestem przekonany, że same pudła. Obserwuję przez szkło oddalającą się parkę, gdy nagle strzelana zebra kładzie się na ziemię, druga sztuka obok niej pozostaje i najspokojniej się pasie. Podążam w stronę leżącej zebry. Widzę dokładnie, że się nie rusza, a druga sztuka podpuszcza mnie na kilkadziesiąt kroków i jakby z wielką niechęcią wolno odchodzi.
Podchodzę do zabitej zebry. Już nieżywa. Znajduję w niej trzy kule. Swoją drogą ani jedna w samej komorze ni winnem śmiertelnem miejscu, ale nie zamarkowanie ani jednej kuli dziwnem mi się wydawało. Dowiedziałem się później, że zebry i niektóre antylopy, jak naprzykład „krowie“ pra-