Strona:Stanisław Mycielski - W sercu dżungli.djvu/131

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


czuję piekącego bólu pokrwawionych rąk i nóg, nie czuję zmęczenia no i jestem szczęśliwy. Wieczorem szampanem oblewamy radosny dzień. Mój towarzysz zabił elanda, a gdy podchodził do leżącego, zaatakowała go mała mamba. Miał na szczęście w ręku pręt bambusowy i to go od ugryzienia uratowało. Jednem uderzeniem zabił węża. Rozwścieczeni murzyni na kawałki mambę rozsiekli. Chętniebym tego węża był zbliska obejrzał. Miał jednak ponad metr długości i ukąszenie niezawodnie byłoby śmiertelne.
Po kolacji niespodzianka. Przynoszą mi ślicznie oczyszczone i wycięte rogi starego byka roan. Blake zaraz po mojem wyjściu pojechał w step, na miejsce, gdzie wczoraj wieczorem strzelałem. Ujrzał prędko dobrą fabrę i o 200 kroków znalazł moją roan z dwiema dobremi kulami. Jedna kula — prawdopodobnie pierwsza — siedziała w komorze, lecz nie przebiła kości na łopatce i nie była śmiertelna. Druga przeszła nawylot szyi i ta powaliła antylopę. Okazuje się, że na daleki dystans, to jest ponad 300 metrów, mauzer 8 mm już nie spełnia swoich obowiązków i nie posiada dość siły perkusyjnej, by powalić dużą antylopę. Swoją drogą, gdy na drugi dzień zobaczyłem cielsko tej antylopy, porównać je tylko mogłem do dużego stadnika.
W nocy nie bardzo dobrze się czuję, mam lekką gorączkę, — oby to nie była malarja!

*

Rano budzi mnie szum tropikalnego deszczu, cała nasza polana pod wodą. O wyjściu niema mowy. Cały dzień też leżę, zażywawszy dużą ilość chininy. W dodatku zaczyna mię boleć ząb. Ładna perspektywa — dentysta o tysiąc kilometrów. Przykła-