Strona:Stanisław Mycielski - W sercu dżungli.djvu/130

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


oglądać to przepyszne i rzadkie trofeum. Pierwszą kulę dostał w płuca, trochę w pośpiechu ztyłu strzelony. Rogi rekordowe trzykrotnie w lirę skręcone, niezmiernie grube w nasadzie i bajecznie symetryczne. Sama antylopa wielkości konia, podobna w strukturze do naszego jelenia, na grzbiecie bronzowa, z poprzecznemi białemi pręgami. Czem więcej te białe pręgi są widoczne, tem byk jest starszy. Mój zaś miał je śnieżno białe na szerokość ręki. Brzuch jaśniejszy, prawie biały. Po chwili odpoczynku fotografuję moją ofiarę ze wszystkich stron i odcinam głowę. Wśród śmiechów i śpiewów wracamy do obozu.
Przejeżdżamy właśnie przez wysokie trawy, gdy widzę, że mój tropiciel, który szedł przed koniem z moim sztucerem, nagle przystaje z wyciągniętą ręką w stronę lasu. Momentalnie zeskakuję z konia i poprzez trawy widzę na skraju lasu dwie duże antylopy. Błyskawicznie strzelam i widzę, że strzelana antylopa w ogniu ruluje, druga zaczyna uciekać, ale przez chwilę widzę bok i na dalszy dystans puszczam kulę. Ku mojej radości druga sztuka też ruluje. Pierwszy dublet i to na dobry dystans. Pierwsza sztuka strzelana była na przeszło 200 kroków, druga znacznie dalej. Były to dwa stare byki zulu-hardebest’y (Acronotus Caama}. Obie kule siedziały w komorze.
Byliśmy już niedaleko obozu, więc pozostawiamy je na miejscu i po pół godziny witam się z moimi towarzyszami. Natychmiast wyruszamy samochodem po hardebest’y i z triumfem przywozimy je do obozu. Następuje oglądanie rogów. Okazuje się, że mego kudu można zaliczyć do rekordów. Tem większa moja radość. Po tylu dniach naprawdę ciężkiej pracy, mam sowitą nagrodę, nie