Strona:Stanisław Mycielski - W sercu dżungli.djvu/128

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


hardebest’ów. Lecz ku mojemu zmartwieniu dzikie harce za przepiórką wnet je płoszą, a mój towarzysz ani nie chce słyszeć o wstrzymaniu pościgu za tym głupim ptakiem. Wracając do obozu, prawie już pociemku widzimy dużą antylopę, jak spokojnie idzie na dobre 300 kroków od nas. Niema czasu do stracenia, strzelam w szybkiem tempie trzy razy. Nie bardzo wiemy, co to za antylopa, rogi duże, może być tylko roan albo eland. Miałem wrażenie, że po pierwszym strzale zamarkowała, ale było już tak ciemno, że po ostatnim strzale straciliśmy ją z oczu. Mimo szukania przy lampie elektrycznej nic nie znajdujemy. Blake przyrzeka mi, że rano będzie jej szukał, twierdzi, że dokładnie słyszał uderzenie kuli.
Późną nocą wracamy do obozu. Jestem głodny i niezadowolony z powodu dwu dzisiejszych spudłowań. Lwy znowu całą noc ryczały. Zaczynam się przyzwyczajać do tej wspanialej nocnej orkiestry. Mam wrażenie, że następny dzień przyniesie dużo emocji, to też o świcie wyruszam konno.

*

Jadę do innego lasu, gdzie meldowano wspaniałego byka kudu. Cztery godziny jazdy jak zwykle, sam z tropicielem zapuszczam się w gąszcz. Teren łatwiejszy i nie tak ciernisty. Znajdujemy świeże ślady byka i kilku łań i wytrwale za niemi chodzimy. Z pod nóg wyrywa się często stado perliczek, zupełnie podobnych do naszych, ale trochę większych. Nasze potrafią narobić dużo hałasu, ale to nic w porównaniu z afrykańskiemi. To też wyrywające się stado do pasji doprowadzić może. Zwykle zrywały się na bliski dystans z łomotem wielkim i skrzeczeniem siadywały na wyższe drzewa i wyraźnie urągały mi po polsku, napełniając całą