Strona:Stanisław Mycielski - W sercu dżungli.djvu/126

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


minuty, a do tego czasu już zwykle jest się sparaliżowanym.
Po tej przygodzie więcej już uważałem, chodząc w trawach, ale podczas całej wyprawy był to szczęśliwie pierwszy i ostatni raz, że na bliską metę spotkałem się z wężem. W każdym razie niezbyt miło mi się to przypomina, wiem że to było może najniebezpieczniejsze spotkanie w dżungli afrykańskiej. Często zastanawiałem się, dlaczego przy wielkiej ilości jadowitych węży w Afryce, wypadki ukąszeń są stosunkowo rzadkie. Mam wrażenie, że od mniejszych węży białych chroni but skórzany i sztylpy, oraz fakt, że wąż słysząc szelest kroków, zawsze pierwszy schodzi z drogi i tylko w rzadkich wypadkach, naprzykład gdy nastąpiony, rzuca się na człowieka. Serum dla całej Afryki Południowej wyrabia się w Port Elizabeth. Przy ogrodzie zoologicznym jest ogromna przestrzeń, zarezerwowana na hodowlę węży jadowitych. Tysiące tych gadów, żyjących w dużych basenach, służy do wyrobu serum, które niejednokrotnie życie ludzkie wyratowało. Serum przygotowuje się z wszystkich znanych jadowitych węży, żyjących w Południowej Afryce, bo nie wiadomo, jaki wąż może ugryźć. Dyrekcja wysyła w głąb kraju wyprawy celem łapania węży, tak samo kupuje wszystkie jadowite węże od murzynów.
Podczas mego pobytu w Kapsztadzie opowiadano mi zabawną historję dotyczącą tego zakładu. Pewnego dnia dyrekcja spostrzegła z przestrachem, że kilka jadowitych węży zniknęło z basenu. Mimo poszukiwań i śledztwa w następnych dniach znowu kilka węży zniknęło. Trwało to przez miesiąc. Równocześnie murzyni zaczynali przynosić na sprzedaż rzadkie węże, właśnie takie, jakie z ogro-