Strona:Stanisław Mycielski - W sercu dżungli.djvu/123

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


tów chłepce wodę. Byłem przekonany, że to pies murzyński, dopiero jak zaczął uciekać, poznałem go.
Po całodziennej wędrówce kolacja smakowała bajecznie. Nasz szef wysadził się: zupka z oribi, bażant z jarzynami, łosoś „au gratin” i kompot z ananasów. Wszystko to godnie zakropione burgundem i tradycyjną whisky. Przy czarnej kawie leżąc wygodnie na szezlągach rozprawiamy o lwach.Mój towarzysz uparł się, bym choć jednego dostał. Jutro wyjeżdża rano samochodem i postara się w kilku miejscach zabić jakieś antylopy na przynętę. Na jedną z nich chyba lew zczasem musi się złakomić, a raz zacząwszy, na pewno na drugi dzień znowu w nocy przyjdzie.
Niespodziewanie dwa lwy zaczynają ryczeć, tak jakby przeczuły, że biały okrutny pan knuje spisek na ich królewskie życie. Trudno opisać ryk lwa. Najbardziej przypomina ryczenie jelenia, tylko o wiele jest głębsze, bardziej przeciągłe, no i straszne. Lew zwykle ryczy, gdy jest po dobrej wieczerzy i idzie do wody. Zaczyna silnem ryknięciem, przestaje i jakby nadsłuchiwał własnego echa. Następuje potem cała gama ryknięć od pięciu do dziesięciu, które w miarę przechodzą na coraz wyższy ton. Po ostatniem ryknięciu następuje chwila pauzy, a potem długi szereg postękiwań, zrazu głośnych, potem ledwo dosłyszalnych, niezmiernie głębokich, przesiąkniętych jakby wielkim bólem. Te ostatnie postękiwania najbardziej przypominały mi ryk starego jelenia, a właściwie koniec pieśni, kiedy pan borów karpackich stękaniem kończy miłosną tyradę. Ryk lwa, nawet daleki, zawsze wywiera wielkie wrażenie. Cała puszcza milknie jakby w respekcie wielkim, wsłuchając się w głos swego pana i władcy.