Strona:Stanisław Mycielski - W sercu dżungli.djvu/120

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


tusów podobne. W miarę naszego posuwania się, palmy coraz większe i nagle gdy wydostajemy się z gęstwiny, oczom naszym przedstawia się cudowny widok. Przed nami jezioro obrośnięte szuwarami, z których wyrywają się dzikie gęsi, kaczki i inne błotne ptactwo, okala je wysoki, majestatyczny las palmowy szerokiem półkołem. Palmy niebywale wysokie (Mauritia Vinifera), pod czubkiem coś tam wisi jakby daktyle, ale dziesięciokrotnie od nich większe. Owoce te kształtu winnego grona, to twarde orzechy wielkości małego jabłka.
Strzelam kulą w środek takiego gniazda, orzechy spadają. Murzyni zbierają je w trawach i przynoszą kilkanaście sztuk. Próbuję je nożem otworzyć, ale stal zupełnie nie ima się skorupy. Mój towarzysz dopiero toporem zdołał orzech przerąbać.Pod stosunkowo cieńką łupiną spoczywa jądro śnieżnej białości, twarde jak kość słoniowa. Orzechy te cenne są w handlu, nazywają je kością palmową; wyrabia się z nich drobiazgi, do złudzenia przypominające kość słoniową. Często się zdarza, że murzyni puszczają te wyroby w handel jakoby były z kości słoniowej; tylko oko znawcy zdoła się na tem poznać.
Badamy ślady w miękkim mule przybrzeżnym. Teren cały stratowany tak, że trudno się zorjentować. Niezliczone tropy żyraf, wildebest’ów, hardebest’ów (Acronotus Caama) i innych antylop wskazują, że zwierzyna w tych okolicach bardzo liczna. Niestety nie widzimy śladów, o które nam najwięcej chodziło. Stare ślady słoni tworzą poprostu jeziorka. Teraz już zupełnie tracę nadzieję, że spotkam się z bawołami. Słusznie Blake twierdził, że o ile nie odkryjemy przypadkowo świeżych śladów w Etawe, to już nie będę miał żadnych szans spotkania ich w tej okolicy.