Strona:Stanisław Mycielski - W sercu dżungli.djvu/118

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


byk najspokojniej, wolno w naszą stronę się zbliża, co chwila się zatrzymuje i przygląda się tym dziwnym intruzom. Nagle pędem zawraca i ucieka do stada. Byłem przekonany, że tym razem stadko pierzchnie: zbiły się razem, chwilę nas obserwowały i jakby naradzały, i znowu stary byk odłącza się i już zdecydowanie do nas podchodzi. Zbliżył się do naszego wozu, jak później rachowałem, na 65 kroków. Tam się zatrzymał, długo nas oglądał i węszył. Dokładnie widziałem gołem okiem małe, czarne ptaszki na jego grzbiecie i szyi wielkości naszego wróbla t. zw. „Pick Birds“. My, ciągle bez ruchu leżąc na wozie, robimy zdjęcia. Nagle widocznie wiatr się zmienił i żyrafa nas musiała poczuć, gdy raptem stanęła dęba, na tylnich nogach wtył się przekręciła i zabawnym galopem pomknęła do stada i razem już w największym popłochu w step uciekła.
Podczas całej mojej wyprawy nieraz mogłem skonstatować, jak dzika zwierzyna dziwnie się nie boi samochodu. Nigdy nie mógłbym podejść żyraf tak blisko, gdyby nie wóz. Nieraz spotykałem żyrafy, ale zawsze były niezmiernie płochliwe i zawczasu zmykały już w wielkiej odległości. Słusznie też książę Walji, podczas swego ostatniego pobytu w Afryce Południowej, surowo zabronił podjazdu zwierzyny samochodem, oraz strzelanie z niego.
Była to jedyna zwierzyna, na którą nie dostałem pozwolenia strzału. Nie bardzo tego żałowałem. gdyż sam strzał łatwy, a to tak piękne zwierzę, tak nieszkodliwe, że naprawdę, gdybym miał odstrzał żyrafy, to wątpię, czybym z niego był skorzystał. Rzadko też zdarza się myśliwemu, by na tak bliską odległość mógł tak długo przypatrywać się żyra-