Strona:Stanisław Mycielski - W sercu dżungli.djvu/106

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


łach miała przeczucie, że lew jest blisko niej. Sama nigdy nie strzelała, nie chciała wziąć strzelby do ręki i chciała puścić motor, lecz starter był zepsuty. Zaczyna robić się jej dziwnie, wyraźnie odczuwa bliskość zwierza. Sama przyznaje, że miała uczucie nader przykre. Staje na wozie i lornetką zaczyna lustrować okolicę. Mimo, że nic nie spostrzegła, uczucie wielkiego niebezpieczeństwa nie opuszczało jej aż do chwili naszego nadejścia.
Opowiadamy o spotkanem legowisku i o niefortunnych strzałach. Zniechęcony siadam na auto i jedziemy wolno w kierunku obozu. Nie ujechaliśmy więcej jak 300 metrów, gdy Blake zatrzymuje samochód, chwyta za lornetkę i wpatruje się w mały żółty punkcik, widniejący na horyzoncie. Nie może rozpoznać, gdyż już za ciemno. Kieruje wóz prosto w tę stronę. Znowu lornetuje i nagle słowo, „lew!“ elektryzuje nas wszystkich. Ja przechodzę istne katusze. Mam strzelbę, która może służyć do wszystkiego oprócz do strzelania, dwa naboje, a nadobitek tego, za chwilę zrobi się ciemno. Teraz już gołem okiem widać wspaniałego zwierza, który wolno odchodzi. Stajemy raz jeszcze i przez szkła dokładnie widzę czarną grzywę. Lew wcale nie przestraszony widokiem wozu, co chwila przystaje i z ciekawością na nas spogląda. Podjeżdżamy jeszcze bliżej i na 200 kroków od niego stajemy. Mój towarzysz ruchem ręki pokazuje mi lwa i powiada: „je Vous l’offre“. Lew przystanął pod dużem drzewem i, bokiem do nas, spokojnie jak wypchany, stoi. Była to może najprzykrzejsza chwila w mem życiu. Sam nie wiem, co robić. Wiem pozytywnie, że z tej strzelby trafić nie mogę! Myślę a nuż się uda. Z drugiej strony etyka myśliwska wzdryga się, by z niepew-