Strona:Stanisław Grochowiak - Wiersze wybrane.djvu/395

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Ale uchwyt Człowieka z UFO
Był silny i stanowczy,
Małe ręce w rękawiczkach z czegoś, co przypominało pergamin,

Przyciągnęły moją głowę
Jak kowadło młot przyciąga.

Przylgnąłem całą twarzą
Do wzgórza hełmu o cienistych zboczach.
Rozgarniałem zmysłem dotyku
Falujące wrzosowiska.



VII

Szczęście, które odczuwałem, było pełne płaczu
I zapewne dlatego mówiłem coś słowami modlitwy.
Wszystkich zapamiętanych modlitw.
Tych z jednorodnej bryły, jak „Credo”,

Tych postrzępionych jak słuchy królika,
I również tych, które wymyśliłem sam
W czas słoty lub żałoby.

Jakże dodawało mi otuchy narastające przeświadczenie,
Że Przybysz z obcego kontynentu Wszechświata
Też się modli.

Ale niechaj książęta rzymscy nie rozgrzewają rusztów
Dla swej pieczeni;
W szkółkach niedzielnych nadal może toczyć się spokojnie
Poprawianie marynarskich kołnierzyków.