Strona:Stanisław Grochowiak - Wiersze wybrane.djvu/392

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


III

Osobnik był ze wszystkim znikomy. To właśnie
Uderzyło mnie najpierw. W Mourieras
Tylko grabarz był mniejszy. Nie na skutek garbu,
Ale przez pewne szczególne wciśnięcie
Głowy w ramiona.
Co mu nie szkodziło
Mieć żonę — Hiszpankę i kochankę w mieście.

Ten, co wyszedł z lasu, stąpał chybotliwie,
Ale ani w calu nie przypominał Jakuba z Dzwonnicy,
Który subsydiował oberżę.

Był trzeźwy jak wizja Jana od Krzyża.



IV

Dziesiątego września w pięćdziesiątym czwartym
Nie zastali mnie przyjaźni w domu.
Oto ja,
Père Mazaud z Mourieras,
Dźwigający widły na prawym barku,
Natknąłem się na Człowieka z UFO.

Trudno zaręczać, że był to zaszczyt,
Osobiście
Podszedłem do wydarzenia z niejakim zmieszaniem.