Strona:Stanisław Grochowiak - Wiersze wybrane.djvu/371

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Wreszcie u głównej katakumby progu
Stanęli ufni, a gdy kurz już opadł,
Starczyć musiały za całe zdobycze
Kości świecące w pustelni otworu.

Nie po to przyszli. Ale po człowieka
Przydatki próżne, którymi obrasta
Odmienność nasza na łąkach cmentarzy,
Czy dziełem będzie, czy skargi świadectwem.

Jaką nam duszę przypiszą po wiekach,
Jaką im czułość złoży na powiekach
Architektura cmentarno graniasta
Piaskowych fortec na bezludnej plaży?

Pytam niedawny, kiedy byłem dzieckiem —