Strona:Stanisław Grochowiak - Wiersze wybrane.djvu/366

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Trzy Heredie


I
HEREDIA

Cios był smagły — jak policzek
Na odlew.
Trybunowie rozprowadzali językiem krew na podniebieniu,
Setnicy fastrygowali zdruzgotaną rachubę Centurii.
Żagwie wzięto do rąk,
Krótkie miecze do świadczenia posług
Konającym.
Z bielejącym okiem oślepionych ptaków
W milczeniu krzątały się rzymskie kohorty.
Strzały wyszarpnięte z ciał
Wiązane porcjami jak chrust na zimę.

Aż któryś z Legii
Zanurzył twarz w pachwinie łokcia.

Było to wtedy, kiedy się pojawił
Zjeżony strzałami niby szczapa smolna,
W bagiennym słońcu
Głucho pancerny,

Z niesfornym koniem walczący zażarcie
Martwy Imperator.