Strona:Stanisław Grochowiak - Wiersze wybrane.djvu/301

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Armstrong — Kolumb Księżyca


I nie ma miecza — i nie ma topora;
Świąteczna to pora.

Noc zażegnano — więc zmierzch się kołysze;
Posnęły dzieci ściszone haszyszem:

By dzieci spały, żony grubiały,
Błądzą po sieniach mężowskie zawały.

I nie ma miecza — i nie ma topora;
Świąteczna to pora.

Ktoś pośród zmierzchu przebudził się, krzyknął;
Dźwignęli powieki, westchnęli: „jak brzydko!”

Bo już za zmierzchem dzwonili mleczarze,
Pryskali mlekiem w kapryszące twarze.

Panny wleciały w kryształowe lustra,
We krwi gołębic opłukały usta.

Bo nie ma miecza — i nie ma topora;
Świąteczna to pora.