Strona:Stanisław Grochowiak - Wiersze wybrane.djvu/282

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


U szczytu jest kiosk, gazety, sport, zbrodnia i filharmonie,
Więc ona o wszystko prosi.

A potem to ujmuje
W dwie geograficzne siatki —
I dźwiga:
Ocean piwa,
Glob chleba,
Glob mięsa,
Wielkie góry gazet,
Płonącą żagiew strachu.

Jakże ją objuczył ten obłęd — ten czekający
W mężczyźnie z trzeciego piętra krępy strażnik grobu.
Jakże ją wsysa
Walerianą pachnąca sień.
Jakże zapraszająco wypełzają z mroku blade ramiona
Pokryte włosem i kropelkami potu.

Zrzuciła płaszcz,
Rozsypała gazety,
Spoczęła w obłędzie jak w stogu zmoczonego deszczem siana —
I jest szczęśliwa.

A sąsiad z dołu przetapia łyżki w dzwon;
A sąsiad z boku próbuje brzytwy na zagiętym palcu;
A sąsiad z góry wbija w podeszwy stóp
Ćwieki.