Strona:Stanisław Grochowiak - Wiersze wybrane.djvu/257

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


I pójdą nerwy w las. A tam — w kaplicach korzeni
Umarli wiszą sucho jak dzwony albo stuły.
I poszły nerwy w las. Ujadającą sforą,
Którą okładaj kijem.
Zwątpieniem
Albo pięścią.


III

Bo urodzić zwierzę — to wywieść je z Rozumu;
Wykrwawić je cierpliwie, lecz bez ujarzmienia.
Niech ono samo
Nasyca się do woli,
Dbając o kształt swój własny — rosnący — nie zmyślony.

Pojrzysz: w garb urasta;
Pofolguj,
A nie wstrzymuj;
Czym bowiem jest poroże albo skrzydło gryfa?

Pojrzysz: ślepe i głuche;
Lecz czym piękniejszy kamień,
Którego twarz dokolna jest cała globem ust —
A każde z nich milczące?

Pojrzysz: ono
Na chmury się unosi,
Okrakiem bryły nieba
Jak kłęby klaczy ugniata;