Strona:Stanisław Grochowiak - Wiersze wybrane.djvu/250

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


★ ★ ★


Spojrzałem w twarz Marzeniu —
Było odwieczne i stare, najstarsze z marzeń ludzkości.
Widziano je wciąż tak samo: jako nagiego chłopca na wysokiej skale;
Ale ja podszedłem najbliżej.

Tam już tylko piołun zapachem się krzewił,
Suchą łapką
Świat błogosławiła jaszczurka.

„Chłopcze — zapytałem — mój złoty chłopcze,
Dlaczego tak późno przychodzisz na odwieczerz?
Swoi siedzą przy stołach, wyłożyli łyżki i metalowe talerze
I nawet kłódka roztworzyła usta z głodu.

Chłopcze — powiedziałem — niesforny chłopcze,
Czy wiesz, że niczego nie zaczną bez ciebie, Złotego Gościa?
Kobiety boją się rodzić,
Starcy watoliną uszczelnili trumny,
Mężczyźni mówią « tak » i « nie » — i nie ma to żadnego znaczenia.

Chłopcze — wyszeptałem — sędziwy chłopcze,
Kto ciebie nie malował,
Nie pisał,
Nie wzywał —