Strona:Stanisław Grochowiak - Wiersze wybrane.djvu/248

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


My nie po trupach. My pozostawiamy
Za sobą tylko ptaki okulałe,
Muchę skrzywdzoną, trawę zadeptaną,
Albo — co chlubne — nowy Dom dla Starców.


Bo twarz mieć trzeba, z którą jest do twarzy.
Nogi w obuwiu. W kalendarzu miłość.
Ojca w szacunku. Alkohol pozatem.
Teściów najlepiej w osobnym mieszkaniu.

Ci, co się dręczą, sami sobie winni —
Ci, co niewinni, ci się nie udręczą.
Choć bądźmy skromni: na niewinność panien
Patrzeć dziś raczej należy przez palce.


Różanopalca. Eos. Ty najlżejsza
Z bogów mitycznych, które tak nas gniotły,
Przyjdź! Nawiej woni w nasze słodkie usta,
Przydajże blasku naszym miękkim grzbietom.

Popatrz przez palce. A my za przykładem
Na świat pójdziemy zwiastować nowinę:
„Dawno umarli przez bogów widziani,
Wiecznie żyć będą widziani przez palce”.


Skąd oni biorą swą pychę? Z litości?
Więc gdzie się skrwawił mój baranek wstydu?
Powiedzmy szorstko: