Strona:Stanisław Grochowiak - Wiersze wybrane.djvu/209

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Flirt


Kiedy Tomaszowi —
Spętanemu na wieży z powodu świętobliwości —
Bracia wprowadzili kobietę z dekoltem i pokusą,
Akwinata
Ujął głownię płonącą
I wymachiwał.

Mówią, że z natury
Ten brzuchaty Olbrzym Anielski,
Którego — niekiedy — Bóg unosił nad posadzką jak pył dmuchawca,
Miał dobrotliwość wołu,
Cyklamen w wazoniku
I czułość.

Nie był to przecież stearynowy Stasio Kostka,
Którego nawet po śmierci można wąchać ufnie jak cynamon;
Ani też Wawrzyniec,
Ani inny dzieciuch.

Skoro więc chłop jak dzwon, z sercem jak niebieska artyleria,
Dopadł ognia i użył swych dwustu funtów wagi,
Musiało to być
Głęboko
Wysnute z rozumu.