Strona:Stanisław Grochowiak - Wiersze wybrane.djvu/175

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Po ciemku (II)


— Jutro na księżyc...
— Dzisiaj jeszcze cicho
Pozamykamy usta tych umarłych
W których otyłe są tylko kolana
Prawdziwie wzniosłe — śnieżne kopce grdyk...

— Jutro na księżyc...
— Dzisiaj jeszcze trochę
Wsączymy nafty w knoty lamp spragnionych
Przy których miłość jest mrukliwa — tajna
Aby sąsiedzi nie mieli złych snów

— Jutro na księżyc...
— Dzisiaj jeszcze chwilę
Poznamy dłońmi kształt zwierzęcych pysków
Sierść ich
I naszą —
Jak się przemieniała
W złociste runo na Aniołów skrzydłach

— Jutro na księżyc...
— Dzisiaj jeszcze cicho
Cicho bądź Cicho