Strona:Stanisław Grochowiak - Wiersze wybrane.djvu/159

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.

Nacwałuje w lasek
Ta w pieprzyk tknięta
Zosieńka golasek
Małdrzyk
Jagódka
Malinka
Osesek
Plater Emilka
Całusek
Karesek
Gdy chłop jak moździerz zluzowuje pas
A niebem suną posępne gawrony

O mam niebo obfite gdy gawrony grave
Na dziesiątki familii i odmian się dzielą
Te są żałobne
Te zaś mają oczy bab
Zamodlonych nad garnkiem z parującym sosem

Te są żałobne
I chodzą w konduktach
Szepcą półgębkiem o rzeczach poważnych
To one noszą ordery przed trumną
To czasem one podtrzymują wdowę

Tamte zaś w kuchniach zamodlone baby
Kołyszą dzieci Piorą chusty czarne
Z dziobami w oknach patrzą tępo w śnieg
Czy znowu odwilż białe pola ściemni