Strona:Stanisław Grochowiak - Wiersze wybrane.djvu/113

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Banko


Tak. Koń mój usnął. Po raz pierwszy widzę,
Że koń uśpiony ma groźniejszą postać.
Tak. Miecz mój zaschnął. I temu mam sprostać,
Że teraz giętszy niźli jęzor lwicy.

Zamek mój pusty — ale wejdź tam, spróbuj,
Po pustych sieniach jakbyś szedł w gardzieli.
Gdy świecę najdziesz,
Nie zatleje knot —
Owo odkrycie rozbieli ci wargi.

Me biedne łoże. Przeżarła je wilgoć,
Już żadna róża nie spadnie w mą pościel.
Ale czyś widział taki głaz miłości
Jak w tym wezgłowiu, martwym niby pagór?

I sam się boję. Nieistnienie nawet
Nie istniejących obezwładnia w lęku,
Ktoś nieopatrznie dotknął pustki po mnie
I zastygł w rzeźbę z rozpostartą ręką.