Strona:Stanisław Czycz - And.djvu/43

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


ale rano And wyciągnął wódkę którą przyniósł wracając z kolacji, i piliśmy też w ciągu dnia, tak że przez cały ten czas byłem mniej lub bardziej pijany a wtedy zapominam o żołądku i efektach tego zapominania, więc nie chodziłem już do baru mlecznego, przez te pozostałe dwie doby byliśmy już prawie bez przerwy razem.
Około południa były jakieś przemówienia w tej sali Wystąpień, a trochę wcześniej ta gorzej niż przeciętna dziwa była oburzona sposobem w jaki próbujemy z Nią rozmawiać, może nawet samym tym że chcemy z Nią rozmawiać, dziwa na którą gdzie indziej gdyby któryś z nas spojrzał to najwyżej z politowaniem, ale tutaj — wśród tego tłumu Początkujących Pisać, Pragnących Kobiety, Nastrojonych Na Kobietę (och, my również, Nastrojeni jak tamci, jedni z nich — jak już zresztą powiedziałem — tak, duchowo też) — tutaj ta żałosna mogła uchodzić za Muzę, za Natchnienie Poetów, za Królową Swej Płci, więc chcieliśmy ją wziąć na wódkę, a ona była oburzona, a zaraz potem jeden z Początkujących Pisać i Nastrojonych na Kobietę mówił żebyśmy przeprosili Tę Panią i to już przestawało być nawet śmieszne i wyszliśmy z Andem do pobliskiej knajpy i gdy wróciliśmy były te przemówienia, podczas których rozdano ankiety i And w rubryce „twoje hobby” napisał „samoudręczanie się i gra w guziki” lub były dwie podobne rubryki i może ta druga była „twoje ulubione rozrywki kulturalne” i tu And napisał „gra w guziki”, trwały te przemówienia i nagle zapragnąłem się do nich włączyć, nie żeby coś mówić lecz szminką pożyczoną zdaje się od Jakiejś Pani wymalowałem sobie na dłoniach stygmaty i chciałem wyjść na trybunę pokazać je Zebranym, ale zatrzymano mnie i musiałem