Strona:Stanisław Czycz - And.djvu/30

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


nego ale cokolwiek gdyby ci się trafiła kiedy ta upośledzona.
— W dupie mam taką rozmowę; — (bo on ją zaczął od tego że chce ze mną porozmawiać, i porozmawiać poważnie) — mam w dupie; zasmucasz mnie; ja myślałem że jestem przystojniejszy od ciebie.
— Przynajmniej teraz spróbuj pomyśleć przytomniej; już proste kupieckie pomyślenie zorientuje cię, że to dla ciebie złoty interes.
— — Tak. — Będę cię zawsze serdecznie wspominał.
— Chciałbym teraz żebyś mi przyrzekł
— przyrzekam ci
— przyrzekł że się z nią ożenisz, będziesz z nimi, korzystaj i z tego że nie mam czasu szukać im kogoś lepszego, i w twoim też interesie jest mi ten czas jeszcze skrócić, bo mógłbym znaleźć lepszego.
— Tak.
— I chciałbym ci jeszcze powiedzieć
— idę już na pociąg, muszę przecież jechać po ten rewolwer, zastanawiałem się nieraz czemu sobie tego nie zrobisz w inny sposób ale pojąłem że na przykład żyletką jest ordynarne i jakieś takie nieefektowne
„to wydarzenie byłoby ciekawe, ożywiające mnie na parę dni, a jeżeli nie mówił poważnie, nie ma tego zamiaru, będzie też ubaw, przywiozę ale dam mu do ręki pod warunkiem że zrobi to przy mnie i natychmiast, zobaczymy” — tak mniej więcej chodziło mi po głowie w różnych przedtem i potem chwilach gdy myślałem że mu ten rewolwer przywiozę.