Strona:Stanisław Czycz - Ajol.djvu/94

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


jasno lecz najpierw bez wyraźnego zabarwienia i wybiegłem sobie dość spokojnie,
czy może też że unicestwi siebie bo i jakimż szczytem miał być tego zenit czybyś go nie nazwał runięciem w doliny, w jedną i jednoznaczną tę znaną o oślizłych zboczach, formułując już na pewno adekwatnie, i już jest poza mną,
i wybiegłem sobie dość spokojnie, że może będą ciężkie te pierwsze jak nie dni to godziny ta noc zwłaszcza, miałem pieniądze odkładane ze stypendiów na wyjazd z nią gdzieś na wakacje i kupiłem wódkę i udało mi się znaleźć Lilę,
ten jak czytałem gdzieś podróżnik czy alpinista zobaczył coś błyszczącego wysoko u szczytu skalnej ściany olbrzymi brylant lub bryła złota pomyślał nie miał wątpliwości, a to była okazało się szczelina w skale przez którą przeświecało słońce, zwykła szpara,
znaleźć Lilę, powiedziała dziękuję za ofertę, ale znalazłem ją przedtem znajdę i teraz, bądź spokojny
Żaden najpierw zamiar aż nagle, bo to bezbarwne jasno zaczynało nabierać kolorów, niepokojących, już mi się zaczynało zabarwiać i bardzo niedobrze, choć jeszcze nie za silnie i wystarczy powiedziałem sobie odwrócić się trochę w jakieś zajęcie, szare skrzydła pracy, dobrze, i zacząłem to frunięcie właśnie w tych powiedzmy obszarach skoro już w nich latała jakaś moja myśl, zacząłem: Ta zima trwała długo i spotykając się wieczorami, i że się w tym cofaniu rozrzewniam jak pamiętałem był raz film, nie wiodło im się najpierw, żadnych prawie radości a nawet perypetie, no właśnie perypetie, ale wreszcie topniały te cienie i były sceny przejaśnione, jasne polany w leśnych ostępach, albo brzeg jeziora, przejaśnione już i wtedy ona zabija się jadąc do niego na motocyklu albo jadą razem czy też uderzona, tak, ugodzona kamieniem, jacyś ciemni ludzie obrzucili ją kamieniami a on jest blisko i nie wie albo nawet widzi i biegnie tam ale nie może dobiec nie obroni jej gdy dobiega jest już po wszystkim i pokazana jest jego twarz, lepiej by pokazali jego tyłek, a nawet nie bo miał tę swoją maskę wystarczająco głupią i dupowatą, i zaraz potem pokazane jest jak biegnie znowu i zdaje się nie wolniej niż przed chwilą choć trzyma teraz w ramionach jej trupa, otóż ta moc którą nas obda-