Strona:Stanisław Czycz - Ajol.djvu/31

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


go, i w twoim też interesie jest mi ten czas jeszcze skrócić, bo mógłbym znaleźć lepszego.
— Tak.
— I chciałbym ci jeszcze powiedzieć
— idę już na pociąg, muszę przecież jechać po ten rewolwer, zastanawiałem się nieraz czemu sobie tego nie zrobisz w inny sposób ale pojąłem że na przykład żyletką jest ordynarne i nieestetyczne
„to wydarzenie byłoby ciekawe, ożywiające mnie na parę dni, a jeżeli nie mówił poważnie nie ma tego zamiaru będzie też ubaw przywiozę ale dam mu do ręki pod warunkiem że zrobi to przy mnie i natychmiast, zobaczymy” — tak mniej więcej chodziło mi po głowie w różnych przedtem i potem chwilach gdy myślałem że mu ten rewolwer przywiozę.
— Tym durniom.
— Sam chciałeś.
(sam zaproponował byłem i ja w lekkiej alkoholicznej euforii poszliśmy do tej piwnicy Artystów mówić tam swoje wiersze i w samym środku nastroju ubawowo-różowego zeskoczył z podmurówki kominka gdzie staliśmy mówiąc te wiersze „tym durniom” pociągnął mnie za sobą spochmurniały nagle czy wściekły wyszliśmy)
— Dla ciebie; nie poszedłbyś sam, chciałem ci sprawić radość, dureń najlepiej odpoczywa raduje się wśród durniów.


„Ja tu odpoczywam” — w jakby dziecięcy wózek wprawiony jest przy pomocy sznurków i kawałków materaca człowiek bez rąk i nóg bez nawet ich śladu że pod szmatą którą jest przyodziany wygląda jak lalka której ręce i nogi odpadły ma przed sobą na żelaznym pręcie umocowane organki fałszuje na nich modną melodię, śródmiejska ruchliwa ulica i Anda zauważam dopiero gdy jestem tuż obok, stoi zwrócony twarzą wpół do ściany wpół do tamtego nie do wystawy sklepowej która jest dalej