Strona:Stanisław Czycz - Ajol.djvu/206

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Tylko że zapomnieliśmy o
wiem, o skowronkach. Ale się może one nami nigdy nie przejmowały za bardzo.
Skowronki, gdy w tej chwili ludzie, miliony, może cała ludzko ° ° °
ść. Choć przyznać trzeba że mi skowronki nigdy nie zrobiły nic złego. Ludzkość, co? — w tej chwili ° ° ° °, no właśnie.
I jesteś spokojny?
To jak chodzenie w wydartych gumiakach po gliniastym błocie; każdy krok cofa się o pół kroku. Gadać do durnia.
Co?
Mówię, że nie jestem spokojny, że pęka mi serce, wezbrane umiłowaniem ludzkości, która w tej chwili. Ty jesteś sobą zachwycony?
Co?
Rozkochany w sobie?
Czy ja... tam ciała wpółzwęglone skwierczące ciała jeszcze patrzące jeszcze czujące
Ty, albo ja, — jeden z tej ludzkości, nie? Współczuć a więc ją miłować to miłować też — o ile nie najpierw — siebie; a nie znajduję powodów.
ciała jeszcze poruszające swoimi odsłoniętymi kościami
I czyś kiedy widział ludzkość? — Dużo widziałem ale nigdy
serca wyłupane z żeber przetaczające jeszcze krew w ciałach
żadnej ludzkości, jest pojedynczy człowiek
oczy wyciekające z orbit płynące po twarzach i wargach zaciskanych
i żyje i coś tam przeżywa i zdycha każdy oddzielnie
objęci swoimi dymiącymi jelitami ciała rozwleczone
i uciecha albo ból się w milionach nie wzniesie wyżej niż w jednym; „w tej chwili”, durniu, nic wyższe od tego co osiągalne zawsze, i osiągane.
ciała usiłujące uciekać na nogach z których odpada mięso
Gadać do durnia to już lepiej do samego siebie, — bo