Strona:Stanisław Czycz - Ajol.djvu/203

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Co?
Nie tylko teraz; zawsze. Rzucał niejeden w piec lub na śmietnik buty sto razy lepsze gdym ja reperował te swoje dziady.
Co?
Zaciął się. — Mówię, że wszystko jedno przecież, w piecu lub na śmietniku, czy w tym teraz, w tym co zresztą jest wpół piecem a wpół śmietnikiem. ( (M(iędzy innymi.
Ty tak tu sobie podczas gdy cały świat
Mój jest ten but, i muszę go naprawić. Jesteś może jakim władcą, czy bogaczem?
zdaje się już pękać w szwach. Ja jestem...
Jeżeli idzie o świat to może lepiej powiedzieć w południkach
w południkach
Właśnie ten południk z lewej strony muszę zreperować, bo może trzeba będzie gdzie iść, woda mi się tędy najbardziej wlewała.
Jestem żonaty.
Ale ja cię pytałem, czy bardzo się czujesz współposiadaczem świata.
Boże, a moja żona, moja żona
Może mają taką potrzebę, — więc niech go sobie rozwalają, a ja mam potrzebę naprawić ten mój rozwalony but. Dopóki sam nie jestem rozwalony.
Nie byłem bogaczem.
Świat więc srał i sra na ciebie, sraj więc i ty na jego rozwal°a°n°i°e.
O Boże
Co?
Gówno. Wiesz co? — masz rację. Sram na to wszystko.
Trochę prześwieca wariatem ta nagła zmiana. — Nie tam siadaj, widzisz przecież że dach a i sufit stał się nieco iluzoryczny a dzień jest dość chmurny.
Ale nie pada.
Choć błyska się i grzmoci, i raz po raz zrywa się wichura.
Choć burza huczy wkoło nas nie straszny dla nas burzy czas,
weselmy bracia się choć wicher w żagle dmie!