Strona:Stanisław Czycz - Ajol.djvu/138

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


raz wstanę przychodzi mi na myśl roi mi się że leżałem na drodze gdy oni pędzili na jakiej drodze dokąd wstanę kopniaki mi już nie służą że mistrz cierpienia lecz ból mnie wreszcie nie rozszerzał myślałem może powiększyć się przynajmniej w tym a tu nagle to ograniczające otępienie chciałem powiedzieć mocniej przyjacielu mocniej bucu ale on też jest w ograniczeniu byłeś kopany może i w głowę że zachciewało ci się jakiejś powiększającej ciągłości że w ogóle ci się zachciewało roi mi się Bóg Ojciec hypnotyzerzy czy i zima ale nie daj się wciągać w dymy idiota doskonały nie daj się i nie ma i bałem się i przechodzi jakby przyszło na myśl, było mi tej zimy jakoś srebrzyście myśl że to świecenie może się skończyć trwożyła mnie a teraz już go nie ma, i nawet żadnych wzruszających przypomnień majaczeje mi coś daleko jak przeczytane ta zima trwała długo nie miałem pieniędzy żeby inaczej i czytałem wieczorami coś mdłe i głupawe wieczorami najpierw codziennie a potem raz w tygodniu musieliśmy szybko wchodzić do łóżka bo był mróz a czasem i wiatr przewiewał pokój nie paliłem w piecu nie wytrzyma tu nawet pięciu minut i albo się zaraz wyniesie albo udawania zaczniemy gdy będzie już w łóżku niech nadejdzie wreszcie wiosna myślałem potem i zdmuchnie pozór tę gierkę którą dobrze że ona podjęła powód do pchania się tak blisko siebie w jaskrawym mocnym słońcu nie będzie mogła powiedzieć że jest jej zimno jak gdy raz i drugi zapaliłem już w piecu poczekajmy powtarzałem sobie czując że wreszcie i ona mnie ma dość gdy rękami w moich gdzieś włosach czy po brzuchu czy plecach wiedziałem że myślami błądzi po jakichś innych któregoś dnia nie przyjdzie i może już dzisiaj lecz pukanie do drzwi otwierałem jej mówiłem myślałem że nie przyjdziesz bałem się że nie przyjdziesz dodawałem pospiesznie a ona się uśmiechała zdając się tym uśmiechem mówić właśnie naprawdę bałeś się że nie przyjdę nie masz i ty nikogo nowego czy nie czekałeś tu na mnie to że ciągle jeszcze przychodziła że nie ma żadnego innego samca a zdawałem sobie sprawę że ja jestem dość marnym było już tak żałosne ona z tym co rok temu widziałem tak byś mógł zacząć tę opowiastkę mówię mu