Strona:Stanisław Czycz - Ajol.djvu/119

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


jak już potwór jest ta z kiosku gdziem kupował papierosy, i nawet taka musi mnie liznąć — strasznie pan źle wygląda mówi mi choć jest wieczór i miejsce dość ciemne i jeszcze myślałem że jest już wpółślepa ta poczwara mówi mi to z tym grymasem litości co jest nic inne jak pogarda i uciecha z możliwości pogardzania tak łatwej w tym wypadku i bezkarnej — i uciecha też że oto jest coś nad czym można w swojej nędzy mieć jeszcze górę i z tej góry pochylić się brać sobie to coś do zabawy brać do przymacywań — przechodzi od tego od tej ich litości dreszcz lub pomieszany z gorącem dygot i właśnie rozdygotany gdy mi ta ropucha tak mówi pytam to pani mnie zna zamiast powiedzieć jej ty wiedźmo co cię obchodzi wyglądam jak mi się podoba a tobie się wydaje że z nas dwojga to właśnie ja i wyłącznie ja wyglądam strasznie ty stara purchawo, i to jest może najpotworniejsze że potwór sam swojego wyglądu nie widzi strasznym i potwornym, obserwuję pana od jakiegoś czasu odpowiada mi ta pukwa, obserwujesz mnie i nie tylko ty,
i obserwuję też ja was i już od dawna —

Radio było włączone bo na przykład chciałem się dowiedzieć która godzina czy i zapomniałem że jest włączone robię coś i wtedy z tego radia wypływa lub lepiej powiem wschodzi bo promiennie jakiś kawałek znany mi lub po raz pierwszy ta muzyka wświeca we mnie jakąś powiedziałbym słoneczną krainę, chciałbym tam pobyć tę chwilę trwania tej muzyki lecz przyszła nie w porę bo robię coś i mam skończyć i przeszkodziła mi może już w tym kończeniu, wyłączam więc radio i pospiesznie kończę, i zaraz włączam radio — a tam tej muzyki już nie ma, — jak się talk dobrze rozejrzeć to wszędzie metafory, i może wszystko jest kupa metafor, ale metafor czego, i byłyby to metafory metafor, sam jesteś też metaforą, do tych wszystkich, a jak jeszcze nie tak uniwersalną to potwór już na pewno
byłby tą wszechobejmującą — jak cała ta — ta ich filozofia — nędzna poezja — produkowana na ogół przez już potwory — więc to produkt czegoś już na kształt metafory myśli — jak i to nazwanie go miłością mądrości — może nazwać siebie miłośnikiem głupoty kto