Strona:Stanisław Czycz - Ajol.djvu/110

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


jawiały mi się przed oczami białe punkciki lub ciemne niczego nie przysłaniały niechby przyprószyły mnie w zasypianiu z koszulą przyklejoną do pleców z nogami które mi drżały drętwiała ręka oparty o ścianę zapalałem jeszcze papierosa głęboko się zaciągałem i zataczając się szedłem do łóżka i nie zasypiałem i od nowa gdy z notowań też mnie na sen nie brało siekiera i las tak marnie pilnują tych swoich jak nazywają zielonych płuc i cennych surowców zdarzało się liczyłem tam na spotkanie siekiera wystarczyłaby mi tępa a nikogo jakbym w końcu miał znieść pod dom cały ten las od nowa siekiera i drzewa i papierosy i miałem chwilami idąc lub gdy stałem wrażenie jakbym się przechylał czy opadał to trochę trwoży nie wiem czemu a gdy udawało mi się zasnąć wchodziłem w jakby dławiące krajobrazy albo obrazy ciężkie od bezsensu i w też męczące ucieczki lub pagonie i czasem czułem że są śnione i chciałem się z nich zbudzić a do czego zlany potem zrywałem się i choć one czasem jakby jeszcze przez chwilę trwały ogarniało mnie zaraz to tutaj do czego się przebudzić wolałbym pozostać już tam
pozostać już tam choć mieszało mi się gdzie jestem naprawdę a gdzie snem i gdzie siadam na łóżku i poruszam głową jak pokazywany raz na kronice filmowej niedźwiedź polarny w ogrodzie zoologicznym stał na bloku sztucznego lodu i pewnie patrząc na przyglądających mu się z bliska ludzi poruszał łbem w prawo i lewo nieustannie i nie tylko łbem w tym jakby zdumieniu też i przodem ciała obroty w prawo i lewo w prawo i lewo dałem sobie po paru nocach spokój z tymi drzewami ona nie tkwiła mi w mięśniach rąk czy nóg wróciłem do frunięcia wyłącznie rejonami gdzie jaśniała gdzie była coraz większy i większy płomień
wzniesiony rozszerzany tam przez hypnotyzerów nie mogę nie widzieć jej kolan gołych zadartych i całej w tych rytmach w tych rytmach i tak mi w nich jest do pląsów nie było jeszcze muzyki tak porywającej zginały waliły się w niej drzewa bo to był jednak to dalej był taniec w podgrywaniach hypnotyzerów na nic czepianie się jakiegoś płotu dalej pląsałem w ich podgry-