Strona:Stanisław Czycz - Ajol.djvu/108

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


się tu czymś wyraźnie konstruktywnym a jeszcze lepiej gdy i wiekopomnym otóż jak mówię i mnie dosięgali jeszcze hypnotyzerzy, dzień kończy się prawie upalnie napiłem się wody a papieros jeszcze bardziej piecze w język i gardło gdy wstawałem pojawiło mi się przed oczami parę białych ruchomych punkcików które znam nie pomagały zasnąć, hypnotyzerów wreszcie w jakimś momencie zaczynano może wyczuwać zauważałem w twarzach jakby czaił się popłoch hypnotyzerzy orientowano się są wszędzie są wśród nich wyczuwano orientowano się niejasno o ile w ogóle lecz widziałem w pociągach autobusach na dworcach i ulicach głowy opuszczone lub oczy w dół czy w bok lub przymykane i widziałem tylko powieki jakby próbowano się bronić, zobaczyłem też nie tylko przymykane czy w bok, ten dzień już tutaj tam mi się matka za bardzo już przyglądała gdybym rozmawiał z nią zaczęłaby się na pewno pytać przestałem z nią rozmawiać jeszcze chyba w dzieciństwie może bym z ojcem miał o czym ale zmiotło go zanim mogłem zastanawiać i orientować się kto to jest czemu jestem z nim i czemu leje mnie czy nadrywa uszy ten właśnie a nie którykolwiek inny z całej ich zgrai myślę że w każdym razie miałbym mu coś do powiedzenia matkę choć lała mnie nie gorzej widziałem jeszcze obojętniej że nawet już nie pierwsza lepsza tej płci ale wybrana gdzieś z największej odległości ode mnie i to mnie wreszcie cieszyło że jakbym jej nigdy.nie miał myślałem nieraz że tak samo jak z tą kobietą mógłbym gdy się już musi z kimś lub z czymś być mógłbym z kozą czy krową i że to byłoby jeszcze lepiej nie podpychałyby mi się żadne jak nieraz dawniej bywało rojenia o jakimś porozumieniu czy więzi czy bliskości ale czasem trochę jej współczułem jej życie wydawało mi się wyjątkowo zaropiałe zastanawiałem się co ją przy nim trzyma bo chyba nie ja łącz swoje wargi do tamtych i zaśpiewałem też o matce i równie wyczerpująco o ojcu w tej muzyce ten śpiew całkiem chyba na miejscu zaczęłaby mnie na pewno wypytywać gdy tak w nocy nie spałem lub wychodziłem ale wystarczyły mi nawet te jej spojrzenia te obmacujące jak wszystkich ich wyjechałem nocnym pociągiem liczyłem że będzie całkiem pusty a potem mu-