Strona:Stanisław Antoni Wotowski - Kobieta, która niesie śmierć.djvu/42

    Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
    Ta strona została uwierzytelniona.

    te kobiety, kotusik.. Rzuciła go, kiedy nie miał pienię dzy, a on teraz pije..
    — A jak nazywa się ten były rotmistrz?
    — Grzegorz Drangiel.
    — Co?
    — Czemuś tak się zdziwił, kotusik? Że z takiej dobrej rodziny i tak się opuścił? Naprawdę, stary ro syjski ród. Mają nawet tytuł baronowski. Słyszałeś kiedy o nich?
    — Nie! — skłamał, nie mogąc oczywiście wtajem niczać Mongajłły w sprawę w jakiej go wysłano do Wilna.
    — A takieś się zdziwił! Ale co tu sobie głowę za przątać takim pijakiem. Na szczęście diabli go wynie śli stąd, kotusik...
    Tu Mongajłło znów powrócił do opowieści o swoich interesach.
    Więc tak wyglądał ów Drangiel, mąż Tamary, do którego Marlicz miał udać się o siódmej. Copraw da wznosząc z jej słów i z tego, że za pozwolenie na rozwód miał mu wypłacić pieniądze, był na to przy gotowany. Ale żeby wyzbyć się do tego stopnia wszelkiej godności i tak stoczyć się na dno? Za kieli szek wódki gotów był poniżyć się do ostatecznych gra nic. Oczekiwał widocznie na przyobiecane pięć tysię cy i za nie z powrotem zamierzał odgrywać pana. To o znaczały jego przechwałki, że wieczorem pokaże wszystkim, co jeszcze potrafi.
    Wyciągnąłby chętnie z Mongajłły, jakieś dalsze szczegóły z małżeńskiego pożycia Drangla z żoną, a le wnet poznał, że stary ziemianin, sam jest w nich mało poinformowany. Zresztą, tak go zaprzątał wy rąb lasu, że mimo zręcznych nagabywań Marlicza, wciąż powracał do poprzedniego tematu.