Strona:Stanisław Antoni Wotowski - Kobieta, która niesie śmierć.djvu/33

    Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
    Ta strona została uwierzytelniona.

    — Pani?! — aż podniósł się na swym miejscu. Pani, narzeczoną Kuzunowa... Ach rozumiem. —
    Nagle stanęły w jego pamięci rewelacje, posły szane z ust prokurenta Krebsa. Więc dla niej sześć dziesięcioletni Kuzunow oszalał z miłości i ją właś nie Krebs nazwał awanturnicą. Choć Marlicz wi dział tę kobietę po raz drugi w życiu, jej postać po czynała się zarysowywać w jego oczach w nowym nieoczekiwanym świetle.
    — Rozumiem! — powtórzył.
    — Nie, pan jeszcze nie rozumie! — odrzekła nie cierpliwie, a w jej oczach zagrały te same, co wczo raj, szmaragdowe błyski. — Przed wielu laty wysz łam zamąż za barona Drangla, rosyjskiego arystokratę. Jestem z pochodzenia pół polką, pół gruzinką i dlatego mam na imię Tamara. Ale, krótko ży łam z mężem, gdyż szybko stracił, to co miał i roz pił się ostatecznie. Tego wszystkiego, oczywiście, nie powiedział panu Kuzunow. Obecnie, chcąc wyjść za mąż za niego, muszę mieć zgodę na rozwód od pier wszego męża. Właśnie pan jedzie po tę zgodę i za nią pan też zapłaci. Tanio otaksował się Drangiel — zawołała z ironią. — Tylko pięć tysięcy złotych! Ale to już jego rzecz, stoczył się na dno, podobno ostatecz nie... Ale, prócz tego...
    — Prócz tego? — powtórzył Marlicz, coraz wię cej zainteresowany, nie pojmuję, jeszcze że z tej sprawy uczyniono taką tajemnicę.
    — Prócz tego — dokończyła — Drangiel ma jeszcze dołączyć pewne papiery. Papiery, które mi wykradł podstępem. Nic zapewne w nich nie ma — dodała, siląc się na obojętność — ale jest to taki łaj dak i tak mnie nienawidzi, że nie wykluczone, gdy pochwyciwszy pieniądze, dołączy coś kompromitują-