Strona:Stanisław Antoni Wotowski - Karjera panny Mańki.djvu/99

    Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
    Ta strona została uwierzytelniona.

    — Może i będzie — odparła, uśmiechając się mimowoli — ale nie dziś... A pierścionek...
    — Rozumiem! — przerwał. — Dziś panna Mary musi ostatecznie przegonić Doriałowicza... Hipciowi bardzo na tem zależy... i Mary nie pożałuje tego... A pierścionek proszę zachować na pamiątkę...
    Mańce i tak trudno było rozstawać się z pierścionkiem, bo której kobiecie nie trudno się rozstać z klejnotem, który już znalazł się na jej palcu? Pozatem Welesz dawał wcale nie dwuznacznie napomykał, że pragnie zastąpić Doriałowicza i że okaże się daleko hojniejszy... Hm, to nie było ponętne, ale należało się zastanowić...
    Zrozumiał doskonale wahanie dziewczyny, a jednocześnie rozumiał, iż z podobną naturą gwałtem ani narzucaniem swej woli do ładu się nie dojdzie. Pewny był jednak zwycięstwa.
    — Pojmuję, panno Mary — rzekł — że chce pani rozważyć, to co... powiedziałem i uprzednio ostatecznie zlikwidować znajomość z Doriałowiczem...
    Dawał jej znakomite wyjście.
    — Tak — odparła — muszę się zastanowić... i z nim rozmówić...
    — Sądzę, że odpowiedź wypadnie po mojej myśli... no i dla pani szczęścia, panno Mary... Czy wolno mi się stawić jutro?
    Zastanowiła się chwilę, poczem odparła:
    — Dobrze!
    — Przyjdzie więc Hipcio jutro wieczorem, — przybrał znów swój błaznowaty ton, — i usłyszy, co piękna panienka mu powie... I będzie panienkę bardzo, bardzo kochał... I przyniesie z sobą dużo butelek szampana!

    — A panienka mu odda pierścionek, który do

    93