Strona:Stanisław Antoni Wotowski - Karjera panny Mańki.djvu/26

    Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
    Ta strona została uwierzytelniona.

    cóż gnić tu mam wiecznie, a może wyjść za mąż za łachudrę, rzeźnika, flaczarza... Et...
    — Mojem zdaniem — mówił dalej Den, nie zmięszany gniewnym wykrzyknikiem — lepszy biedak, lub robotnik uczciwie zarabiający na chleb, ale posiadający uczciwe zamiary, niźli najbogatszy nawet...
    Mańka jednak, gdy co jej utkwiło w głowie, a czuła, że postępuje niezbyt dobrze, stawała się przekorna i impertynecka.
    — Pan Den — zawołała, zgoła niegrzecznie — to, się wygolił, fajkę w zęby wsadził, ucharakteryzował na Szerlocka Holmesa... i myśli, że wszystkie rozumy zjadł! Ja też mam swój rozum i od nikogo nauki nie potrzebuję!
    Den pojął, iż w obecnym stanie rzeczy żadne argumenty nie pomogą. Odniechcenia tylko rzucił:
    — A wolno wiedzieć, kim jest ten szczęśliwy wybraniec?
    Dziewczynę udobruchało nieco to pytanie.
    — Detektyw z pana wyłazi! Taki ciekaw! Cóż, nie będę czyniła tajemnicy! Dyrektor Topór — Doriałowicz! Może go pan zna?
    Z pewnym odcieniem dumy podała, otrzymaną od starego dżentelmena wizytówkę, śledząc uważnie jakie wrażenie wywrze nazwisko to na Dena.
    — Zna go pan? — powtórzyła.
    Den uważnie patrzył na bilet, jakby analizował każdą literę. Z bladej jego, opanowanej twarzy trudno było cokolwiek wyczytać.

    — Znam i nie znam — odrzekł wreszcie powoli — wiem, że jest bardzo wytworny i wydaje dużo pieniędzy. Może i poznam. Dziś o znajomość z detektywem tak łatwo. Chyba po lombardzie największą wziętość mają detektywi...

    20