Strona:Stanisław Antoni Wotowski - Karjera panny Mańki.djvu/18

    Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
    Ta strona została uwierzytelniona.

    Oto jakie wspomnienia nasuwały się Mańce, gdy spozierała przez szybę na zalaną jesiennym deszczem ulicę i o tym to „hrabi” uczynił niedwuznaczną aluzję Balas. On właściwie z całej tej historji był najdumniejszy. Obserwując zdala rozmowę, a nie słysząc jej treści, chełpił się już przed stałemi bywalcami, że i jego restauracje” teraz tylko „fajne panowie” odwiedzają.
    Czy nie nazbyt szorstko postąpiła Mańka? A może uraziła nieznajomego swemi odezwaniami? Kto wie? Cała dotychczasowa praktyka mówiła jej, że mężczyzn tylko tak się „bierze” a kobieta im bardziej bywa oporna tem bardziej staje się pikantna, a nic równie nie podnieca starszych panów, niźli udana cnota. Ale czy te obliczenia okażą się słuszne? Toć minęło dwa dni, a tamten ani zajrzał. Właściwie powinien się był zjawić nazajutrz po pamiętnej rozmowie. Czego właściwie chciał od niej? Czy tylko pobawić się czy miał jakie poważniejsze zamiary? Pewnie tylko pobawić się i pięćdziesięciozłotowym banknotem ją kupić, bo to dziś rzadko który chłop na kobietę uczciwie pieniądze chce wydać. Nawet i stary. Ci się nauczyli od młodych, a chcą udawać jeszcze młodszych. Głowę pokręci, coś tam „postawi”, byle jaki prezent przyniesie — i tyłeś go widziała. I ten. Jak zobaczył, że się łatwo nie uda — uciekł.
    — A panna Mańka zawsze, jak królowa! — wyrwał ją nagle głos z zadumy — ino bez okienko patrzy, a usteczka wydyma!
    Ocknęła się. Przed bufetem stał opasły rzeźnik.

    — Ano za zdrowie królowej se wypijem! — oświadczył, poczem dodał sentencjonalnie. — Jak człek nie

    12