Strona:Sonety Shakespeare'a 1913.djvu/95

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


LXXV.

Jak pokarm życiu, Tyś myślom niezbędnym,
Albo jak deszczyk wyschłej skwarem ziemi.
Aby Cię posiąść w kole walczę błędnym,
Jak skąpiec walczy z skarbami swojemi.
Z bogactw się pyszni, wnet obawy żywi,
Iż świat zdradziecki skradnie jego mienie.
Tak raz przestawać z Tobą chcę jedynie,
Lecz wnet przed światem puszę się szczęśliwy.
Raz jest Twój widok hojnym dla mnie świętem,
Czasem konając o spojrzenie proszę.
Czyż szukam innych, lub czyż mam rozkosze,
Prócz tych, co dałeś, lub co z Ciebie wziętem?
I albo tęskniąc, albo tonąc w zbytku,
Nie umiem z skarbu wyciągnąć pożytku.


Grafika na koniec utworu 3.png