Strona:Sofokles - Król Edyp.djvu/87

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


KREON

Bo ty pono dasz teraz im wiarę.

EDYP

I ja mą wolę ci zwierzę i zlecę,
Abyś pogrzebał tę w domu, jak zechcesz,
Bo tym, co twoi, nie ujmiesz posługi. —

Lecz mnie nie uznaj snadź czasem ty godnym,
1450 

Bym żywy miasto ojczyste zamieszkał,
Lecz puść mnie w góry, kędy mój Kiteron
Wystrzela w nieba, gdzie moi rodzice
Żywemu niegdyś znaczyli mogiłę,

Bym przez tych zginął, co zgubić mnie chcieli.
1455 

Tyle wiem jednak, że ani choroba,
Ni co innego mnie zmoże, ni zwali.
Śmierć ja przeżyłem, by w grozie paść wielkiej
Niech więc się moje spełnia przeznaczenie!

A z dzieci moich — o chłopców, Kreonie,
1460 

Nie troszcz się zbytnie: są oni mężami
I nie zabraknie im życia zasobów.
Lecz o biedaczki, sieroce dziewczęta,
Które siadały tu ze mną pospołu,

Z któremi, skoro wyciągły rączęta,
1465 

Każdą się strawą dzieliłem ze stołu,
O te się troskaj; pozwól je rękami
Objąć, rzewnemi opłakać je łzami.
Uczyń to, książę szlachetny!

Zrób to! Bo gdy je przytulę, ukoję,
1470 

Choć ich nie dojrzę, czuć będę, że moje.

(Wprowadzają małą Antygonę i Ismenę)

Cóż to?
Czyż mnie słuch zwodzi, na bogi, czy słyszę
Głos moich pieszczot, jak kwilą, czyż Kreon

Litośnie wezwał najdroższe me dzieci?
1475 

Czyż to nie złuda?