Strona:Sofokles - Król Edyp.djvu/35

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


Lecz rzecz wyśledzić. Że ja teraz dzierżę
Rządy te, które on niegdyś sprawował,

Łoże i wspólną z nim dzielę niewiastę;
260 

Że moje dzieci byłyby rodzeństwem
Jego potomstwa, gdyby on ojcostwem
Mógł się był cieszyć; że grom weń ugodził,
Przeto ja jakby za własnym rodzicem

Wystąpię za nim, wszystkiego dokonam,
265 

Aby przychwytać tego, co uśmiercił
Syna Labdaka, wnuka Polydora[1],
Któremu Kadmus i Agenor przodkiem.
A tym, co działać omieszkają, bogi

Niech ani z ziemi nie dopuszczą płodów,
270 

Ni dziatek z niewiast; niech oni marnieją
Wśród tej zarazy, lub gorszym dopustem.
Was zato, którzy powolni mym słowom,
Wspólnictwo Diki[2] niech skrzepi łaskawie

I bogi w każdej niech poprą was sprawie.
275 
CHÓR

Jak mnie zakląłeś, tak powiem ci, książę.
Ni ja zabiłem, ni wytknąćbym umiał
Tego mordercy; ten, co drogi wskazał,
Febus, sam jeden odkryłby złoczyńcę.

EDYP
Słusznie to rzekłeś. Ale wymóc z bogów,
280 

Czego nie zechcą, nie zdoła śmiertelny.

CHÓR

Lecz drugie wyjście śmiałbym ci polecić.

EDYP

Mów i o trzeciem, jeżeli ci świta.

  1. w. 267. wnuk Polydora — ob. objaśnienie do w. 225.
  2. w. 274. Dike — bogini sprawiedliwości.