Strona:Sinobrody.djvu/25

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.
—   23   —

Zrozpaczona Fatyma pobiegła do swej siostry i opowiedziawszy o wszystkiem błagała ją aby weszła na zamkową wieżę i patrzała czy nie jadą jej bracia. Mieli bowiem dnia tego ją odwiedzić.
Anna weszła na frontowy balkon zamku, Fatyma zaś stanęła koło niej blizka omdlenia, wołając co czas jakiś:
— Siostro ukochana, zobacz czy kto na ratunek nie jedzie!...
— Widzę, widzę kurzawę, może to rycerze... Niestety! to stado owiec ktoś pędzi!...
Tymczasem minęła godzina, Sinobrody wołał na żonę aby zeszła. W ręku miał miecz straszliwy, w oczach zbójeckie okrucieństwo.
Fatyma zeszła na dół, a chcąc jeszcze zdobyć chwilkę czasu, błagała go ze łzami aby jej przebaczył i nie gubił za nieposłuszeństwo. Sinobrody słuchać nawet nie chciał o darowaniu jej winy i chwy-