Strona:Sinobrody.djvu/24

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.
—   22   —

zać mu twarz wesołą i zadowolenie z jego przyjazdu, ale bladość jej, jej zmieszanie wzbudziły podejrzenie w jego sercu.
Poprosił o klucze, a zobaczywszy krew na jednym z nich zapytał Fatymę, skąd ta plama pochodzi.
Żona Sinobrodego zaraz po wyjściu z pokoju zauważyła ślady krwi na kluczu, zmyć ich jednak nie była w stanie. Napróżno używała proszków różnych, piasku i t. p. plama krwi zamordowanych pozostała niestartą.
Teraz widząc, że Sinobrody odkryje jej nieposłuszeństwo, rzuciła mu się do nóg, błagając o przebaczenie.
Ale tacy okrutnicy, jak ów zbrodniarz Sinobrody, nie przebaczają. Obrzucił ją strasznym wzrokiem i rzekł:
— Byłaś w pokoju, do którego ci zakazałem wchodzić raz jeden, teraz wejdziesz po raz drugi, ale nazawsze!... Za godzinę zginiesz!...