Strona:Sinobrody.djvu/18

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.
—   16   —

rał się jej czas, bardziej niż zwykle uprzyjemnić.
Przed wyjazdem, który regularnie nastąpił po tygodniu, Sinobrody znów oddał klucze Fatymie i po raz drugi przestrzegał, aby owego pokoiku nie starała się otwierać.
— Kocham cię, Fatymo — rzekł surowo — ale nie przebaczę nieposłuszeństwa i marnie zginiesz.
Pożegnała się Fatyma z mężem, obiecując mu, że nie przestąpi progu tego pokoju i otwierać go nie będzie, ale zaledwie odjechał, przemyśliwać nad tem poczęła, coby tam być mogło, że Sinobrody, nie mający żadnych przed nią tajemnic, nie pozwala tam wchodzić.
Znów zwierzyła się siostrze, ale ta błagać ją jeszcze usilniej niż wprzódy poczęła, dorozumiewając się w tem coś strasznego, jeśli szwagier tak groźnie wejść do gabinetu owego zabraniał. Wy-