Strona:Sielanki i inne wiersze polskie.djvu/109

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Jeśli mi to na pośmiech tylko udziałała,
Bodaj krzemienie gryzła, w pokrzywach sypiała.


SOBOŃ.

Kupido, co ogniste rzucasz w serca strzałki!

Przed laty Nimfy rady słuchały piszczałki.
110

Dziś pytają, co kto ma. Snać i Wenus daje
Zwać się złotą. Prze Boga, złe to obyczaje!


SYMICH.

Faunie, i tyś swych czasow siadał miedzy bogi,
I tobie oplatano wonnym kwieciem rogi;

Pieśniami brzmiały gaje, brzmiały gęste lasy.
115

Wesołe były wieki, były wdzięczne czasy.


SOBOŃ.

Same owce po gorach wolno się pasały,
Ani zbojce, ani się wilkow obawały;
Dziś się wszyscy za zyskiem bezecnym udali:

A Tatarzyn kilka kroć co rok sioła pali.
120


SYMICH.

Buhaju, moj buhaju! nie tak się niedźwiedzi
Obawaj, jako gdy nas zdradliwi sąsiedzi
Podsiadają[1]: przedtym nas na wszystek świat znano:
Acz i teraz nad Wołhą przed nami zadrżano.


SOBOŃ.
Źle dziś i bratu wierzyć: pod rękę stryjowę,
125

Odjeżdżając w gościnę, wszystko me domowe
Oddałem gospodarstwo; on mię wygnał z niego:
Snąć to się panom trafia wieku dzisiejszego.


SYMICH.

Pasterzu, złe psy chowasz, owce z pastuchami

Pokąsali: musi być, suki się z wilkami
130
  1. podsiadać kogo — stać komu na zdradzie