Strona:Sielanki i inne wiersze polskie.djvu/100

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Orpheus umiał błagać rozgniewane bogi;

I kiedy we złym razie do wioseł się miała
95

Młodź ochotna, z muzyki jego pochop brała.
Raz wraz, okiem nie dojrzeć, w wodę uderzają,
Piany[1] się kręcą, krople pod niebo pryskają:
Okręt leci, podobny bystrym orlim piorom.

A kiedy nadpływali ku Tysyskim gorom,
100

Gdzie kościoł starożytny Artemidy leży,
Żaden tamtędy żeglarz cało nie przebieży:
Jeśli pierwej boginiej darem nie ubłaga.
Każdego tam zakręci nieprzebyta flaga.

A Orpheus nie złotem, nie drogiemi dary
105

Zmiękczył jej serce, ale dźwiękiem swej cytary,
Że nie tylko gniewy swe morze położyło,
Ale i ryb rozlicznych stada widać było,
Ktore się przy okręcie wkoło zgromadzały,

Jakoby wdzięcznych jego pieśni słuchać miały.
110

Tak się więc za pasterzem w pole trzoda sypie,
Kiedy gra na piszczałce, lub na gęślach skrzypie.
Potym za jego radą wysep nawiedzili
Elektry Atalanckiej, i w obrzędach byli

Usty nie pomienionych; on jem też objawił
115

Matkę wszech bogow i jej cny obraz postawił
W nabożnym kraju Midskim; i obchody strojne
Wymyślił, i rycerskiej młodzi tańce zbrojne.
Za co ona wszystkiemu wojsku chętna była,

I swą łaskawą ręką bieg ich prowadziła.
120

I ty, Apollo, rymem jego uwielbiony,
Dodawałeś jem w każdej potrzebie obrony.

  1. pjany.