Strona:Sielanki i inne wiersze polskie.djvu/088

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Niechaj się zadrość puka! Bodaj mi zajrzano!
35

Wolę to, niżliby mię pożałować miano.


WONTON.

Dogryzie i zły sąsiad, mnie to barziej psuje,
Że doma nie mięszkiwam: kto gospodaruje,
A na czeladź się spuszcza, sam się dworem bawi.

Rowna to, gdy straszydła kto na wroble stawi:
40

Straszydła stoją, wroble proso wypijają.
Drewniani naszy słudzy tak nas oganiają
I ja teraz tę szkodę mojej niebytności
Przyczytam, a czeladzi zwykłej niedbałości.


PAŃKO.
Nie dziw, że Amaryllis zawsze narzekała,
45

Ani z jabłoni swoich jabłek obierała:
Ciebie doma nie było, ciebie wyglądały
Sośnie wysokie, ciebie i ten chrościk mały.
Ale komu polewka dworska zasmakuje,

Niech się mu dom przewraca: on tego nie czuje.
50


WONTON.

Bezecny dwor! bodaj się o nim ani śniło!
Niechaj się nim zabawia, komu zginąć miło.
Jam raz zginął: tak mucha więźnie w pajęczynie,
Tak sikora na lepie, tak mysz w łapce ginie.


PAŃKO.
Kto na swym nie przestawa, a co raz się kusi
55

O nierowną, zawsze być niewolnikiem musi;
Podczas i swoje straci, i za cień ułapi.
Powoli prędzej dojdzie, niż ten, co się kwapi.