Strona:Sielanki i inne wiersze polskie.djvu/085

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Były tam też i moje, a iż w ręce były
Przyjaznej, przed inszymi jawnie to świadczyły.

Biało mię sobie nosisz, noś mię sobie biało,
155

Rownemu z rownym zawsze na świecie przystało.
Chędogo, choć ubogo, bodaj się świeciły
Ręce twe zakasane, bodaj memi były.
Ręko moja, kto Bogu dufa, a pracuje,

Do ostatniej starości nędze nie uczuje.
160


Dworniczko[1], ty się teraz przesypiasz w południe,
Likorys krowy doi. Nie barzo to cudnie
Spać we dnie gospodyniej: jeszczeć się nie dała
Znać czeladka: znać, żeś jej mało doglądała.

Teraz masz wierną, potym, nie wiem, jaka będzie:
165

Jakobyś sama siadła, gdzie Likorys siędzie:
I kropla tam nie zginie, i nie zadojone[2]
Cielęta, i mleka są szkopce napełnione.
Ręko moja, kto Bogu dufa, a pracuje,

Do ostatniej starości nędze nie uczuje.
170


Koso! palec to. Czyli kto zaloty stroi,
Abo się zamyśliwa[3], a przy kosie stoi,
Prędzej w palec zawadzi? O, moja Likory!
Wiesz ty, jakom cierpliwy i jakom nie skory.

Robwa już raczej na się: służba nie na wieki.
175

Niech ja twej pewien będę, ty mojej opieki.
Ręka rękę umywa, noga wspiera nogi:
Przy wiernym przyjacielu żaden nie ubogi.
Więcej Bog ma, niż rozdał: jest nasza u niego

Cząstka też; nie opuszcza on człeka żadnego.
180

A kto w zakonie jego prowadzi swe życie,

  1. dworniczka — sługa dworska 52; gospodyni dworska
  2. zadojone cielęta — którym u matek mało mleka zostawiono
  3. zamyśliwać się — zamyślać się